Monthly Archives: Grudzień 2015

Orszak Trzech Króli 6.01.2016 Zapraszamy Gliwice 14.00

Załączniki do pobrania

Do Święta Trzech Króli pozostało kilka dni i tradycyjnie na ulice polskich miast wyruszą barwne orszaki, będące wyjątkowymi jasełkami w przestrzeni publicznej. Jednak Fundacja Orszak Trzech Króli już teraz przygotowała specjalny prezent – aplikację kolędową „Śpiewnik Orszaku Trzech Króli”, która ma pomóc w radosnym rodzinnym kolędowaniu.

Aplikacja na smartfony do kolędowania PLAY.GOOGLE.COMScreeny z aplikacji

W „Śpiewniku Orszaku Trzech Króli” znalazły się teksty, chwyty gitarowe oraz linie melodyczne najpiękniejszych kolęd i pastorałek. „Życzymy wszystkim, aby w każdym domu dziś zapanowała radość z Narodzenia Jezusa, aby rodzinny śpiew, gwar i wspólne świętowanie przyczyniły się do rozwoju Dobra na świecie” – napisano na stronie internetowej Fundacji.

Fundacja Orszak Trzech Króli zachęca do wspólnego tworzenia aplikacji, podobnie jak do przygotowywania Orszaku i towarzyszących mu inicjatyw kulturalnych: „Zapraszamy do nadsyłania nagrań kolęd i propozycji nowych utworów – najciekawsze dołączymy jako ilustracje do śpiewnika”.

Aplikacja „Śpiewnik Orszaku Trzech Króli” dostępna jest pod adresem www.orszak.org oraz w Google Play. Dla Fundacji Orszak Trzech Króli przygotowała ją firma Stermedia Sp. z o.o.

 

Czytaj dalej

Adwokat życia – Mariusz Majewski GN 51/2015

Dawno nie czytałem tak żarliwych tekstów jak zbiór „SOS. Zabija się życie”. Daniel Ange z prorocką mocą pokazuje, że działalność pro life nie jest dodatkiem w życiu Kościoła, ale nierozerwalną częścią nowej ewangelizacji.

Adwokat  życia JÓZEF WOLNY /FOTO GOŚĆO. Daniel Ange, założyciel międzynarodowej szkoły modlitwy „Młodzi-Światło”, jest znany jako ewangelizator. Taraz dał się poznać także jako obrońca życia od poczęcia do naturalnej śmierci

Tego francuskiego duchownego nie trzeba przedstawiać w świecie katolickim. W 1950 r. wstąpił do zakonu benedyktynów w Clervaux w Luksemburgu. Później założył Fraternię Matki Bożej Ubogich i 12 lat spędził w Rwandzie. Święcenia kapłańskie przyjął dopiero w 1981 r., mając 49 lat. Niedługo później założył międzynarodową szkołę modlitwy „Młodzi-Światło” (Jeunesse-Lumiére). Bardzo często odbywa podróże ewangelizacyjne. Słowo Boże głosił już w ponad  40 krajach na 4 kontynentach. Napisał ponad 60 książek, w których głównie dotyka problemów, z którymi borykają się młodzi ludzie.

Zbiór „SOS. Zabija się życie” pokazuje, że staruszek o dobrotliwym uśmiechu jest też twardym i zdecydowanym żołnierzem nie wahającym się stanąć do walki z tymi, którzy występują przeciwko życiu ludzkiemu, albo z tymi, którzy po prostu nie mają dość odwagi, aby stanąć w jego obronie. Nie szczędzi gorzkich argumentów, ale nie zapomina przy tym, że diagnozowanie choroby bez zaproponowania terapii do niczego nie prowadzi. „Chcemy, żeby nasze słowa nie były twarde, lecz trwałe – tłumaczy.

 

Czytaj dalej

Gimnazja albo życie – Piotr Legutko GN 50/2015

Do zmiany struktury szkolnej warto się przymierzyć. Ale inaczej, niż to się działo za poprzednich rządów III RP.

Gimnazja albo życie KS. RAFAŁ STARKOWICZ /FOTO GOŚĆCo dalej z gimnazjami? Jak przeprowadzać reformy w oświacie, by nie odbiło się to negatywnie na edukacji?

Gimnazja stały się w Polsce kolejnym polem bitwy politycznej. Nie dziś, już dawno temu. Z jednej strony szkoły te obciążano odpowiedzialnością za upadek poziomu kształcenia ogólnego w Polsce, z drugiej – próbowano budować z nich pomnik edukacyjnego sukcesu. Mało skutecznie, skoro w języku polskim pojawiło się złośliwe określenie „gimbaza”, odnoszące się raczej do osób kiepsko wyedukowanych, ślepo podążających za modą i popkulturą. Niewiele dały entuzjastyczne prezentacje kolejnych badań OECD, pokazujące wzrost umiejętności polskich nastolatków, ani wypowiedzi urzędników państwowych, że absolwenci gimnazjów nie daliby się nabrać na piramidy finansowe w rodzaju Amber Gold. Większość Polaków jest innego zdania i we wszystkich badaniach opinii opowiada się za likwidacją gimnazjów. Co ciekawe, domagają się tego także ci, którzy sami gimnazja kończyli. U osób między 18. a 24. rokiem życia odsetek ten wynosi 56 proc. Sprawa ma jednak charakter bardziej manifestacji pewnych poglądów niż rzetelnej oceny tych szkół. W programie wyborczym PiS chodziło o odejście od poszatkowanego i niewydolnego wychowawczo modelu kształcenia, dla PO zaś gimnazja były żywym dowodem na słuszną linię partii awansu cywilizacyjnego. Dlatego odchodząca minister J. Kluzik-Rostkowska z emfazą zadeklarowała chęć oddania życia w obronie gimnazjów.

Sukces jest, ale na wsi

Sama formuła tych szkół ma więcej wad niż zalet. Przede wszystkim każda zmiana środowiska jest dla młodego człowieka trudna, a w okresie dojrzewania owocuje problemami wychowawczymi. Trzy lata to też za mało, by szkoła mogła odcisnąć na dziecku swoje piętno. Pierwszy rok poświęca się aklimatyzacji, trzeci – przygotowaniu do testów końcowych. Ale są miejsca, gdzie gimnazja się sprawdziły, głównie na wsiach i w małych miejscowościach. Mało kto pamięta, że minister M. Handke wprowadził je do systemu głównie z myślą o wyrównaniu szans dzieciom na prowincji. Gimnazja w wiejskich gminach miały być szkołami poprawiającymi szanse edukacyjne – i to się generalnie udało. Tam, gdzie było kilka słabo wyposażonych podstawówek, na bazie tej najlepszej tworzono gimnazjum. – Kilka lat temu badałem gimnazja w 21 gminach małopolskich i okazało się, że faktycznie miały one dobre wyniki, wcale nie odbiegające od tych w miastach – mówi Jerzy Lackowski, wieloletni kurator oświaty, dziś szef Studium Pedagogicznego UJ. Do tego, by osiągnąć skok jakościowy w badaniach PISA, wystarczył z kolei sam fakt, że cała populacja piętnastolatków kontynuowała kształcenie ogólne w trzeciej klasie gimnazjum. (Wcześniej średnio co trzeci uczeń szedł już w tym wieku do zawodówki). Założenie było też takie, że gimnazja miały być „sprzęgnięte” ze szkołami średnimi i podciągać aspiracje nastolatków. Inna sprawa, że odbyło się to kosztem poważnego kryzysu kształcenia zawodowego.

 

Czytaj dalej

Rodzice zadecydują – GN 50/2015 |

O koniecznych zmianach w polskim systemie edukacyjnym z min. Anną Zalewską rozmawia Agata Puścikowska

Rodzice zadecydują JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆAnna Zalewska minister edukacji narodowej, mgr filologii polskiej, ekolog, menedżer oświaty, były wicestarosta powiatu świdnickiego, poseł na Sejm RP VI i VII kadencji.

Agata Puścikowska: Minister edukacji narodowej jest… polonistką. Trochę boję się polonistek.

Anna Zalewska: Że takie kostyczne i będzie problem z autoryzacją? (śmiech) Zapewniam, że uczyłam 17 lat i lubiłam uczniów, raczej ze wzajemnością. Tylko jeden raz mój uczeń nie zdał matury, czym tylko ja się przejęłam, a on wzruszył ramionami i stwierdził: „Pani profesor, po prostu się nie uczyłem”. Ponieważ jednak sama miałam trudną, zasadniczą polonistkę w szkole, gdy szłam na studia, a potem do pracy, przyrzekłam sobie, że będę blisko uczniów. Przecież w szkole nie o samą wiedzę chodzi. Notabene był moment, że chciałam być… dziennikarzem, a jednak pasja do pracy z młodzieżą wygrała.

W kontekście wyboru ministrów chyba ani razu nie padło Pani nazwisko na „giełdzie” dziennikarskiej.

Być może rzeczywiście byłam najbardziej… dyskretną kandydatką. (śmiech) Natomiast na „giełdzie” moje nazwisko nie padło być może i z tego powodu, że w Sejmie nie pracowałam w komisji edukacji. Dlaczego? To była forma wewnętrznego protestu przeciwko temu, że na czele komisji stał „wychowawca młodzieży” z symbolem marihuany w klapie marynarki. To było jawnym naruszeniem chociażby ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, nie mówiąc już o sytuacji groteskowej, kiedy to promotor autodestruktywnych zachowań ma „troszczyć się” o polską edukację.

Była Pani za to w… komisji energetyki. Szerokie spektrum zainteresowań?

To konsekwencja moich wieloletnich doświadczeń. Walczyłam przeciwko farmom wiatrowym. Pracowałam też w komisji zdrowia. Osiem lat w opozycji pozwoliło mi poznać wiele przestrzeni, spraw publicznych, poznać trudne tematy, problemy społeczne z wielu perspektyw. Wcześniej pracowałam w oświacie: najpierw byłam nauczycielem, potem dyrektorem szkoły, w końcu wicestarostą – czyli reprezentowałam organ prowadzący szkołę. Problematykę oświaty znam z każdej strony.

Czytaj dalej

Filmy

Zapisz się do newslettera